Blog

Historia Wagarowiczów | Kasia

“Co jeśli popełnię błąd?”, “Boję się, że powiem coś niepoprawnie gramatycznie…” – czy tego typu myśli towarzyszą Ci, gdy przychodzi moment, w którym masz odezwać się po angielsku?

Strach,

jego rola w naszej nauce języka jest ogromna. Powstrzymuje przed rozwojem, idzie krok w krok, gdy chcemy przekroczyć barierę bezpieczeństwa… Każdy zna go doskonale.

Chcielibyśmy jednak dzisiaj spojrzeć na niego z innej perspektywy! I przedstawić Ci Kasię 🙂 Kasia, jak wielu z nas, uczyła się angielskiego przez wiele lat poprzez kucie słówek, robienie ćwiczeń i inne szkolne metody. Brak wiedzy, jak się języka nauczyć skutecznie powodował, że pomimo chęci miała duże trudności w komunikacji z innymi osobami.

W momencie, gdy zdała sobie sprawę, że osoby, których umiejętności językowe są lepsze zawdzięczają to głównie praktyce angielskiego, chciała zmienić swój sposób nauki. I tak, krok po kroku Wszechświat przyprowadził ją na Vagaru…

W podobnym czasie Kasia przeprowadziła się do akademika, gdzie jak się okazało, ma mieszkać ze studentkami z Erasmusa. Wyobrażasz sobie, co musi czuć osoba, która jest “skazana” na używanie angielskiego, choć przez większość swojego życia praktykowała go formie nauki nowych słówek i robienia ćwiczeń?

Przełamanie swojej strefy bezpieczeństwa zawsze jest ciężkie. Zmiana jest ciężka. Ale transformacja swojej świadomości i myślenia może sprawić, że te właśnie rzeczy doprowadzą nas do miejsca, w które chcemy być!

Tak zrobiła Kasia. Została w akademiku i starała się zwyczajnie współżyć i komunikować z innymi… Jak się okazało to był piękny początek jej przygody z prawdziwym angielskim! Którego przestała się bać.

Zapraszamy Cię serdecznie do pooglądania całej historii Kasi! Historii o tym, że DA SIĘ. Zabierzemy Cię na wymianę do Porto i pogadamy o studiach w języku angielskim… Gotowy? Wierzymy, że to będzie dla Ciebie coś wartościowego. Jeżeli potrzebujesz motywacji i umocnienia poczucia, że Ty też możesz osiągnąć swoje cele i ogarnąć angielski, to koniecznie pooglądaj rozmowę z Kasią!

Możesz skorzystać także z wersji podcast:

Transkrypt:

Aggie: Dobra, słuchaj, Kasia opowiedz w takim razie jak to się zaczęło, że zaczęłaś się uczyć angielskiego.

Kasia: Bardzo klasycznie zaczyna się początek mojej historii… W podstawówce zaczęłam zajęcia normalnie zajęcia od pierwszej klasy angielskiego. Przy czym miałam chyba taki fail-start, bo na początku mojej szkoły byłam świadkiem rozmowy między moją mamą a jakąś osobą, że jestem bardzo pracowita, ale talentu językowego to ja nie mam… I utkwiło mi to w pamięci na tyle, że do teraz to pamiętam. Nie chciałam tego wyolbrzymiać, wtedy nawet nie wiedziałam co to talent językowy. W każdym bądź razie była podstawówka, gimnazjum, zawsze traktowałam angielski jako taki przedmiot do zaliczenia, to nie było moją pasją. Wtedy też chodziłam do szkoły muzycznej, więc moje myśli kręciły się wokół tego, a nie szkoły. Chociaż uczyłam się dobrze, miałam paski na świadectwie. Uczyłam się schematycznie, lista słówek… Poszłam do liceum, poznałam nowych ludzi i było tam kilka przełomowych momentów: pierwszym z nich był test ewaluacyjne, klasyfikujące, by przypasować nas do grup językowych. Trafiłam do najgorszej grupy, pomimo, że zawsze mi się wydawało, że uczę się tego angielskiego, mam czwórki, piątki. Jakby o co tutaj chodzi… Naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, że ja tego nie umiem. To miało bardzo duży wpływ na mnie, poczułam się źle, zaczęłam mieć kompleksy. To był początek, kiedy zaczęłam sobie zdawać sprawę, że coś jest nie tak. Potem też było parę momentów, jak na przykład sytuacja z koleżankami, w której śmiały się z danego filmiku po angielsku, poprosiłam, by mi pokazały, ale nic nie rozumiałam… Zaczęłam pytać ludzi z mojej klasy jak uczą się angielskiego. Odpowiadały, że miały korepetycje, ciocię w Anglii, okazało się, że mówią w tym języku. I ja jeszcze bardziej wpadałam w kompleksy, bo nie wiedziałam jak z tego teraz wybrnąć. Przypisywałam winę sobie, nie nauczycielom, nikt mnie nigdy nie zniechęcał, szło to podstawą programową. W liceum doszła jeszcze kwestia matury ustnej i to mnie przerażało maksymalnie, kiedy uświadomiłam sobie, że nie jestem w stanie nic powiedzieć, a to o to chodzi w angielskim – by mówić. Był to też proces, zanim zrozumiałam, że to nie są zajęcia do zaliczenia, tylko coś, co można wykorzystać i co moi rówieśnicy wykorzystują. Oglądają filmiki, tu jakieś wycieczki zagraniczne, oni faktycznie ogarniają temat. A ja co wtedy zrobiłam? Usiadłam jeszcze bardziej do listy słówek. Jeszcze bardziej zaczęłam powtarzać te wszystkie czasy. Tak mnie nauczyli, to tak robiłam… Więc matura, o ile pisemna poszła mi dobrze, to ustną ledwo zdałam, miałam jakieś 40% i to chyba z litości… Stres stresem, ale to była jedna z pierwszych okazji w ogóle dla mnie, by cokolwiek powiedzieć do kogoś, kto faktycznie tego słuchał.

Aggie: A ćwiczyłaś mówienie wcześniej w ogóle?

Kasia: Nie, w ogóle nie…

Aggie: Czyli jak przygotowywałaś się do matury ustnej?

Kasia: No właśnie powtarzałam te słówka, mieliśmy takie mini konwersacje na zajęciach, ale to było raz w tygodniu po 15 min… Miałam próbną maturę, coś wykrzesałam z siebie ostatecznie, ale ona też nie była tym zachwycona. Tak naprawdę na żywioł poszłam. Ale teraz zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę w ogóle się do tego nie przygotowałam, pomimo, że coś niby chciałam z tym zrobić. Zdałam jakoś tę maturę i poszłam na studia, a tam zaczął się jeszcze raz ten sam schemat, bo okazuje się, że trzeba mieć jakąś tam certyfikację B2, by podejść do obrony. Poznałam jeszcze innych ludzi, oni mieli jeszcze większy kontakt z angielskim. Moja koleżanka miała gap year, była rok w Ameryce i mówię “no way”, jakim cudem ludzie w moim wieku są na takim poziomie… W pewnym momencie miałam taką paranoję, że kiedy ktokolwiek zaczynał temat angielskiego to ja się tak bałam, że nie umiem mówić. Naprawdę to przeżywałam i obniżało to moją samoocenę. Na studiach, czy w Warszawie zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś podejdzie i zapyta o coś. Miałam raz taką sytuację, tak spanikowałam, że prawie że uciekłam. Ja jestem też introwertykiem, więc to nie jest takie łatwe, żeby przełamać barierę językową, rozmawiać. Wtedy jeszcze nie znałam tego terminu, myślałam, że te słowa o braku talentu językowego były prawdą. Pomimo, że zawsze sobie radziłam na testach efektów nie było. Później uznałam, że tak to nie będzie. Nasłuchałam się o tych wyjazdach od różnych ludzi, o Erasmusie i stwierdziłam, że sprawdzę jaki jest deadline na składanie aplikacji. Okazało się, że miałam dosłownie dwa dni do końca terminu. Przerabiałam tą myśl, wstałam kiedyś o 3 w nocy i uznałam, że muszę to zrobić. W żaden sposób mnie to nie wiązało, można było zrezygnować, więc uznałam, że nic nie tracę. Szukałam na internecie i jedyną radą było, że trzeba zacząć mówić. Ale pytaniem wtedy było “jak?”… Zaaplikowałam na ten Erasmus, ostatecznie decyzja była dużo później, ale następnego dnia stwierdziłam, że muszę zacząć coś robić z tym angielskim. Parę dni później mojemu koledze wyświetliła się Twoja reklama na Facebook’u, na której opowiadałaś o phrasal verbs z seriali. I mówi “zobacz, może to”. Spodobało mi się, podobała mi się Twoja energia i stwierdziłam, że okej. Wykupiłam dostęp do Vagaru, przeczytałam o Waszym sposobie nauki. No ale pierwszy raz robię tę lekcję, przesłuchałam filmik, przepisałam słówko, wymyśliłam zdanie, oczywiście nic nie mówiłam na głos zgodnie z poleceniem, bo nie widziałam w tym sensu… Spojrzałam potem na program 30 minutowy, patrzę, a tam  jest napisane, by jeszcze raz pooglądać filmik. I pomyślałam po co mam to robić, dopiero co go widziałam. Pierwszy miesiąc trochę olewałam Wasze podpowiedzi. Nadal kontynuowałam ten schemat wyrażeń zapisywanych na liście “słówko-zdanie”. Pewnego tygodnia miałam natomiast wolniejszy dzień i stwierdziłam, że zrobię to tak, jak mówicie. Akurat wtedy nikogo nie było w domu, bo jak tu mówić jak wszyscy w mieszkaniu będą słyszeć, taki wstyd… Oczywiście też nie skończyło się to jakimiś fajerwerkami, bo jak tu mówić o filmiku, skoro ja nie potrafię poprawnie ułożyć zdania. Faktycznie zrobiłam cały tydzień tak, jak to powinno być. W następnym tygodniu okazało się, że muszę się wyprowadzić z mieszkania, zostało 2 miesiące do końca semestru, więc stwierdziłam, że pójdę mieszkać do akademika. A, co ważne w tej historii, w tym pierwszym tygodniu nauczyłam się pierwszego zwrotu “food goes to waste”. No i moim zdaniem było “I don’t like when food goes to waste”. Easy-peasy, oczywiste, chociaż dla mnie to było duże odkrycie. Takie proste, niby znam słowa, nigdy bym sama tego nie wymyśliła. No i idę zobaczyć moje współlokatorki do akademika i okazuje się, że wszyscy mówili po angielsku, bo byli z Erasmusa. Ja się popłakałam dosłownie… Wyszłam stamtąd i powiedziałam, że ja tam nie będę mieszkać. To była taka pierwsza reakcja, potem uświadomiłam sobie, że to przecież jest idealna okazja, ja sama jadę za rok na Erasmusa.

Aggie: To zostało Ci dane tak naprawdę, nie?

Kasia: Tak, dokładnie, taki znak od losu. Lepiej to się nie mogło zacząć. Więc ochłonęłam, wróciłam, akurat wtedy nikogo nie spotkałam. Rano wstaję, wychodzę do kuchni, wiadomo, początki są niezręczne zwykle. Powiedzieliśmy sobie jakieś cześć itd., ale zapadła taka niezręczna cisza. To była 7 rano, więc może to nie była pora na rzewne powitania. Ostatecznie powiedziałam sobie, że wypadałoby coś powiedzieć. Nie myślałam nad tym długo, wręcz przeciwnie i powiedziałam “would you like some? Because I don’t like when food goes to waste.”. Wtedy mój mózg po prostu eksplodował! Przybiłam sobie wirtualną piątkę w głowie i mówię, że to jest sztos. To był przełomowy moment, kiedy ja zrozumiałam o co chodzi. Jak to się dzieje, że to się tak wszystko układa w głowie automatycznie wręcz, bo nie myślałam nad tym długo, sekundy…

Aggie: Wow, taka okazja idealna do wykorzystania tego, czego się uczyłaś!

Kasia: Tak! Ja to jestem mega szczęściarą, że to wszystko się tak dzieje. Później zaczęłam poznawać te dziewczyny. Wiadomo, miałam wielkie opory przed tym, nie przychodziło mi to łatwo. Ale robiłam lekcje na Vagaru, a one mnie w ogóle nie oceniały. To wszystko co było w mojej głowie, ten strach, że mnie nie polubią, bo nie mówię nic po angielsku… A okazuje się, że one w ogóle nie zwracały na to uwagi. Oczywiście, poniekąd, bo kiedy była jakaś bariera to nie była to rozmowa taka, że nie wiadomo o czym rozmawiałam z nimi.

Aggie: A skąd były?

Kasia: Dwie były z Włoch, moja współlokatorka była z Dubaju, jedna ze Słowacji i z Belgii. Więc totalnie różne charaktery.

Aggie: Fascynujące doświadczenie mieszkać z osobami z tak różnych środowisk.

Kasia: Tak, właśnie myślę, że gdyby nie ta sytuacja z dziewczynami, to bym nie pojechała ostatecznie na tego mojego Erasmusa, ale do tego zaraz dojdę. No i co, wychodziłam z nimi później, za każdym razem miałam opór wewnętrzny przed wejściem do tego pokoju. To nie było dla mnie łatwe. Za każdym razem musiałam wychodzić ze swojej strefy komfortu. Zdałam sobie sprawę, że to mi niesamowicie pomogło… Że to nie chodzi o ten talent językowy. Tak się zaczęła moja prawdziwa przygoda z angielskim. Później skończył się ich Erasmus, ja ich odwiedziłam we Włoszech, zapewniły mi mieszkanie, oprowadzały. Więc niesamowicie rozwijające są takie znajomości.

Aggie: Zaprzyjaźniłyście się…

Kasia: Tak, chociaż to już było 3 lata temu, więc dzisiaj już nie mamy takiego kontaktu. Ale na Instagramie sobie serduszka wysyłamy… (śmiech) To mi bardzo dużo pomogło, ja ciągle kontynuowałam to Vagaru. Ale wtedy już wiedziałam jaka jest tego moc i że warto. To mi dało taką motywację i pojechałam na swojego Erasmusa. Pomimo, że poświęciłam rok nie byłam jedną z lepszych i też się tak nie czułam, nadal miałam takie zmartwienie czy sobie dam radę, szczególnie ze studiami.

Aggie: Gdzie pojechałaś?

Kasia: Do Porto. Miałam przekonanie, że z ludźmi dam sobie radę, lepiej czy gorzej, ale jakoś to będzie. Tym bardziej, że jechałam z dziewczyną z Polski. Mimo wszystko bardzo się bałam, jak sobie poradzę z tym angielskim.
W ogóle się bałam…

Aggie: Duże wydarzenie.

Kasia: Tak! Wyjechać z kraju na 5 miesięcy poniekąd sama… Ale okazało się, że to była najlepsza decyzja mojego życia. To mnie tak zmieniło! Bardzo dużo dowiedziałam się o sobie wtedy… Okazało się też, że ten introwertyzm nie przeszkadza w tym żeby tworzyć międzynarodowe relacje. Żeby poznawać, żartować po angielsku! To było dla mnie coś tak niesamowitego, że powiedziałam jakiś żart! Taki sytuacyjny, że to wyszło i ktoś się śmiał… Takie niby błahe, ale po angielsku to taki level wyżej. No i też były takie momenty, że siadaliśmy o 18 przy jakimś tam winie i kończyliśmy o 5 czy 6 rano rozmawiać. Albo jakieś gry karciane, rymy, takie małe rzeczy, które były krokami do rozwoju angielskiego. I wróciłam z dużo lepszym angielskim, ale to efekt uboczny, bo ja się czułam wewnętrznie innym człowiekiem. Co się wiązało z tym, że najgorsze w tym Erasmusie to powrót. Bo ja bardzo przeżyłam to właśnie, jak to wszystko wygląda, moja perspektywa była totalnie inna. Wtedy zrozumiałam, jakie miałam schematyczne życie. Że myślałam iż w życiu chodzi o stabilną pracę, pieniądze, jakieś tam pasje… No nie! Relacje z ludźmi to jest esencja tego… Niby tam się nic takiego nie działo, trochę podróżowałam, ale tak to normalnie, po studencku. Nie zwiedzałam nie wiadomo czego, robiłam normalne rzeczy. Ale połączenie angielskiego i ludzi z każdego zakątka Europy było niesamowitym doświadczeniem. Mogłabym się zachwycać jeszcze i jeszcze…

Aggie: Polecasz…

Kasia: Polecam każdemu! Jeżeli tylko ogląda nas student i ma okazję wyjechać na Erasmusa to nie będziecie żałować! No i wracając z tego Erasmusa myślałam, że mogę zawojować świat, co akurat nie było do końca przemyślane i powiedziałabym lekkomyślne, ale postanowiłam, że będę studiować po angielsku, żeby nie tracić tego kontaktu. No i zapisałam się na studia na tym samym wydziale, z tym, że bardziej mnie przekonało to, że jest to po angielsku niż same te studia w sobie, program studiów. Teraz z perspektywy czasu może to nie było najmądrzejsze, no ale ostatecznie 2 tygodnie temu złożyłam pracę magisterską i dosłownie za 4 dni mam obronę i wszystko po angielsku, i ja jestem z siebie bardzo dumna. To jest jedno z moich największych marzeń i celów, które teraz oficjalnie się spełnią.

Aggie: Jestem pod wrażeniem! Jestem pod wrażeniem tego, jak mówisz o swojej Przemianie, że mówisz, że jesteś z siebie dumna… To najlepsze podsumowanie, jakie można temu nadać.

Kasia: Tak i to wszystko dzięki temu, że pojechałam na tego Erasmusa. 2 lata temu nie byłabym w stanie powiedzieć, że jestem z czegokolwiek dumna, jeśli chodzi o mnie. Ale naprawdę rozwój osobisty, świadomość jakie są moje umiejętności… To czy umiesz ten angielski nie klasyfikuje Cię w żaden sposób, ale to też była długa droga do zrozumienia tej rzeczy. Przez poznawanie różnych ludzi, długie rozmowy…

Aggie: Czy była jakaś jedna rzecz, wydarzenie, dzięki któremu poczułaś, że jesteś z siebie dumna, że to idzie wszystko w dobrym kierunku?

Kasia: Kiedy dostałam się na te studia po angielsku i poszłam na pierwszy wykład i okazało się, że jakoś tam sobie radzę, to pomyślałam sobie, że jestem w dobrym miejscu. Bo też się długo zastanawiałam, czy te studia w Warszawie to dobry pomysł, żeby to kontynuować. Ale myślę sobie “kto jak nie ja”, już raz rzuciłam się na głęboką wodę, więc…

Aggie: A co dało Ci taką wiarę, której nie miałaś wcześniej?

Kasia: Jeżeli chodzi o studia to zdecydowanie ten wyjazd, a wcześniej… Nie mam pojęcia jaka siła mnie nakłoniła do tego, żebym zaaplikowała na tego Erasmusa.

Aggie: Było coś, co Ci mówiło w środku “idź tam…”.

Kasia: Tak. Wtedy też słuchałam przed tym wyjazdem dużo video na YT o motywacji itd. Podchodziłam do tego krytycznie, ale raz był taki moment, kiedy ktoś powiedział, że ludzie sukcesu to nie są ludzie sukcesu. To ludzie, którzy coś robią, a w konsekwencji osiągają jakiś sukces. I tak sobie pomyślałam wtedy, że mam taką klasyczną sytuację, wiem, czego chcę i czego się boję. Chcę mówić po angielsku. To był mój cel. Uświadomiłam sobie, że muszę coś zrobić, żeby zacząć mówić po angielsku. I zdecydowałam się pojechać na Erasmusa. Pomyślałam, że to jest opcja, która jest w zasięgu ręki, kontrolowana przez uniwersytet. Tak racjonalnie do tego podeszłam, ale to też był proces. W pewnym momencie to kliknęło i wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest w zasięgu ręki i albo to zrobię, albo nie.

Aggie: Ale przynajmniej będziesz miała doświadczenie. Doświadczenia są po to, żebyśmy z nich wyciągali wnioski, lekcje, albo się z nich cieszyli. Super, a jeżeli chodzi o Vagaru: mówiłaś, co było dla Ciebie trudne, a co było dla Ciebie najfajniejsze?

Kasia: Najfajniejszy moment był z tym bananem, zwłaszcza kiedy zdałam sobie sprawę, że to rzeczywiście działa i ma niesamowitą moc.

Aggie: I zaczęłaś wtedy na głos powtarzać?

Kasia: Tak. Vagaru bardzo mnie otworzyło i pozwoliło, żeby to poszło w miarę płynnie. Chociaż ja nadal nie czuję, że mój angielski jest super, ale dałam sobie radę już z tyloma rzeczami i sytuacjami, że już się nie zastanawiam czy jestem B2 czy C1… Szczerze to nie wydaje mi się, żebym zdała jakiś tam egzamin C1 pod względem gramatycznym, bo ja popełniam tych błędów gramatycznych masę. Zaczęłam siebie nagrywać i słyszałam, jakie błędy robię, starałam się wykorzystać Wasze wskazówki. Miałam też okres, kiedy miałam włączony perfekcjonizm i jak mi coś nie poszło, czy nie miałam czasu to biczowałam się w środku. I musiało też minąć też trochę czasu, bym zrozumiała, że tu nie ma czego nadrabiać i to przyjdzie. Jest ważna regularność, ale jeżeli się potknę to po prostu omijam i idę dalej. Więc to też bardzo długi proces. I trzecia rzecz, nie wiem czy pamiętasz chyba w zeszłym roku napisałam do Ciebie, że robię te lekcje w miarę regularnie, ale nie mogę naturalnie wykorzystać poznanych słów. Muszę się nad tym zastanawiać. Napisałaś, że robię za dużo i to było “wow”! I zaczęłam robić pół godziny albo 10 minut dziennie zamiast godziny. Ostatecznie teraz podczas pandemii, gdy robiliście lekcje Wima Hofa, zdałam sobie sprawę, że jeden zwrot jest okej.  Dopiero teraz tak naprawdę mam to w głowie tak poukładane, że jeden zwrot, który jestem w stanie wykorzystać działa lepiej niż te 30 minut.

Aggie: Pięknie! A czy ten cały proces był dla Ciebie fajny?

Kasia: Bardzo! Nawet po tym Wimie Hofie, cały tydzień z Wami robiłam, ale dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że to dużo lepiej wchodzi niż dane 30 minut nauki i do tej pory pamiętam wyrażenia z Wima Hofa.

Kamil: “Set your intention…”.

Kasia: “[…] Before you start breathing exercises…”.

Kamil: Tak! 

Aggie: Pamiętam, jak Kamil się zachwycał, bo pierwszego dnia było słówko “outcome” i później cokolwiek robiliśmy wszędzie je widział.

Kasia: Tak, to mi się zdarza tak nagminnie, że już przestała się tym zachwycać. (śmiech) Na Vagaru teraz jest jeden nowy zwrot i wczoraj oglądałam coś z moim bratem, były to targi pracy dla studentów prawa i był tam użyty ten zwrot, i mówię “tak to się używa!”… To zdarza mi się tak nagminnie. Ja dużo czytam i słucham po angielsku, w pełni świadomie, stało się to częścią mojej nauki, lubię to, stało się to wręcz częścią mojej codzienności.

Aggie: Wow! Nie wiem, co mam powiedzieć, jestem pod wrażeniem wielkim, Kasia!

Kasia: No naprawdę bardzo intensywny proces z tym angielskim, ale warto!

Aggie: Fajnie, że mówisz, że to jest proces. Że to nie jest ten moment, że zakończyłaś, możesz zostawić angielski, jak zadanie domowe. Jakby realizujesz różne rzeczy poprzez angielski.

Kasia: Tak, dokładnie. Też te Erasmusy, nie wspomniałam jeszcze, że byłam na drugim Erasmusie.

Aggie: W Hiszpanii, prawda?

Kasia: Tak do Barcelony. Na początku lutego wyjechałam, wróciłam w kwietniu, z czego musiałam odbyć kwarantannę w mieszkaniu. Mimo wszystko też nie mam aż takich przemyśleń i aż tak mnie to nie dotknęło, bo jedyne co się zmieniło w Barcelonie to miejsce. To nadal było duże wydarzenie, ale to w ogóle się nie wiązało już ze stresem mówienia po angielsku. Tym bardziej, że jechałam z koleżanką i miałam wcześniejsze doświadczenie. Wiadomo, nowa sytuacja, nowi ludzie, stres jakiś zawsze jest, ale mimo wszystko zupełnie inaczej już to przeżyłam, bardziej świadomie.

Aggie: Super, co teraz planujesz?

Kasia: Za 4 dni mam obronę, więc teraz tym żyję. A później chyba jakieś wakacje mi się należą. Więc jakiś tam wyjazd zagraniczny planuję, ale to tak turystycznie. No i jakąś pracę, coś muszę zrobić z życiem, tak na serio… (śmiech) Ale też nauczyłam się, by nie planować. Życie ma tyle dla nas niespodzianek, że nie ma sensu jakoś długoterminowo planować…

Aggie: Czyli jesteś otwarta na to, co Ci życie przyniesie…

Kasia: Och, bardzo!

Aggie: Cudownie! Dzięki Ci bardzo!

Kasia: Dziękuję Ci również, było mi szalenie miło!

Aggie: Mi też, mi naprawdę ogromnie! Masz niesamowitą energię i cieszę się, że chciałaś się podzielić tą niesamowitą historią z nami, i z innymi!

———————————

Jeśli chcesz uczyć się praktycznie i naturalnie zarejestruj się na Vagaru: https://vagaru.com

Po więcej kontaktu z nami bezpośrednio:

IG Aggie: @aggie.bialy

IG Kamil: @kamil.kondziolka

Facebook: http://fb.com/wagarowiczepl

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Mów swobodnie, myśl po angielsku i odkrywaj z nami świat!