Blog

Historie Wagarowiczów #02 | Paweł

Pragniesz dostać wymarzoną pracę, ale potrzebujesz do tego znać język angielski? 

 

Poznaj historię Pawła!

Paweł dołączył do Vagaru, ponieważ miał problemy z komunikacją w tym języku. Pomimo, że rozumiał, co inni do niego mówili nie potrafił się wypowiedzieć. Było to dla niego ogromnie ważne, ponieważ stał przed rozmową kwalifikacyjną, od której zależała jego przyszła praca. Jak możesz się domyślać, angielski był kluczem do sukcesu! 

 

Jeżeli odnajdujesz siebie w tej sytuacji, zmagasz się z wewnętrznymi barierami przed mówieniem, stresujesz się, bądź po prostu pragniesz nauczyć się angielskiego, ale pomimo poświęconego czasu nie widzisz efektów, to zapraszamy Cię serdecznie do obejrzenia tego wywiadu!

 

Wywiad w formie podcastu:

Oglądaj video:

 

Dowiesz się:

–  O drodze Pawła do uzyskania pracy, gdzie wymagany był j. angielski

–  Jak uczył się Paweł

–  Jaki wpływ na rozwój Pawła miały spotkania językowe online z native speakerem

–  Jak wyglądał “pierwszy raz” Pawła na takim spotkaniu

–  O poświęceniu, która doprowadziło go do sukcesu, czyli o tym, jak wstawał o 3 rano, by się uczyć

–  O ciekawych historiach, rozpoczynając od zaspania na spotkaniu grupowym po ich organizację

–  O błędach i ich znaczeniu w procesie nauki

–  O istocie przełamywania wewnętrznych barier

–  O tym, czy egzamin językowy jest potrzebny, by dostać pracę w korporacji

–  Co to jest ambasador, czym są spotkania Vagarowiczów oraz Open Room

 

Transkrypt:

 

Cześć Kochani! Z nami jest Paweł, który na webinarach spędził więcej czasu niż ja – jest bardzo aktywnym użytkownikiem Vagaru. No i właśnie sobie rozmawiamy, zaczęliśmy tak powolutku to nagranie dzisiejsze i chciałem Ci powiedziecć Paweł, że widzę to nagranie w taki sposób, że ktoś dzięki obejrzeniu tego video może nas poznać, czy też Ciebie ale zarazem połączyć się z taką atmosferą, która właśnie jest na Vagaru! Jest to też pokazanie, że sami ludzie – tacy jak ja i Ty – uczestniczą w tym procesie przełamując swoje bariery. Że to wszystko odbywa się w taki przyjazny sposób. Nie wiem jak Ty to odbierasz, jakie jest Twoje zdanie?

 

Na webinarach jest bardzo fajna atmosfera, jeżeli czegoś nie wiemy to zawsze ktoś z obecnych próbuje nakierować, lub jeżeli już totalnie ktoś nie wie danej rzeczy, to nie ma problemu z użyciem tłumacza Google, bądź innych “pomocy”. Nikt nie wcina się w Twoje wypowiedzi … atmosfera jest naprawdę przyjazna i pomocna. 

 

My z Pawłem tutaj też mieliśmy okazję spotkać się na żywo, w Krakowie! Paweł opowiadałeś nam takie fajne, ciekawe historie – powiedz jak to było u Ciebie. 

 

Na Vagaru trafiłem ok. 2,5 roku temu, duży szmat czasu (śmiech) … potrzebowałem nauczyć się mówić po angielsku, ponieważ czekały mnie rozmowy rekrutacyjne do korporacji. Już wcześniej próbowałem się tam dostać, ale miałem problem z przejściem tego etapu, bo pomimo iż rozumiałem, co mówią do mnei po angielsku to nie potrafiłem się wypowiedzieć. Podczas gdy szukałem różnych sposobów na nauczenie się mówienia natrafiłem na Wasz blog (wagarowicze.pl). Tam zacząłem już robić wyzwania językowe, które prowadziliście (wagarowicze.pl/wyzwania), potem stwierdziłem, że warto sprawdzić Vagaru, które zakupiłem na miesiąc, by sprawdzić jak to wygląda. Po pierwszym miesiącu stwierdziłem, że nie ma na co czekać, skoro jest możliwosć uczestnictwa na webinarze i wypowiedzenia się.

 

Tylko wprowadzę dla osób, które słuchają po raz pierwszy: webinary są to spotkania online w wirtualnym pokoju z native speakerem. Czyli zdecydowałeś się nie czekać tylko atakować od razu!

 

Wiedziałem czego potrzebuję i wiedziałem, że tu powinienem to znaleźć. Przy czym – było to chyba w pierwszych dniach – stwierdziłem, że wpadnę na spotkanie online i sprawdzę jak to wygląda. Sprawdziłem w archiwach jak wyglądają poprzednie nagrania i wiedziałem, że tam można być wyciszonym, mieć wyciszoną kamerkę, więc za pierwszym razem wszedłem tylko po to, by zobaczyć jak to wygląda. I … po kilku minutach okazało się jednak, że nie jest to taki totalny luz … (śmiech). Okazało się, że ktoś miał taką samą nazwę, jak ja. I Bekah (native speaker) myśląc, że tamta osoba to ja, wywołała mnie do odpowiedzi. 

 

Jak to brzmi… prawie jak w szkole (śmiech) 

 

Może nie powiedziałbym, że do odpowiedzi, bo po prostu spytała mnie, co u mnie słychać w pewien sposób i nie słyszała mnie, widziała, że mam wyłączony mikrofon i go włączyła. Mówię: “okej, trzeba zacząć mówić…” – i powiedziałem, że jestem pierwszy raz, że wszystko w porządku. Tak od razu na głęboką wodę. W moim przypadku to chyba było dobre, bo gdybym nie zaczął wtedy, to pewnie zajęłoby to więcej czasu zanim włączyłbym mikrofon. A tak, zobaczyłem, że wszystko jest w porządku, nawet gdy robię błędy to Bekah podpowiadała oraz pomagała. Na następny raz – który nastąpił już kolejnego dnia – po prostu wszedłem i wiedziałem, że już będę mówił. Po mniej więcej 2 tygodniach załapałem, że jeżeli ma się włączoną kamerkę to jest się wcześniej wywoływanym do odpowiedzi, więc zacząłem to robić, by więcej mówić!

 

Okej, to dobra podpowiedź dla osób korzystających! (śmiech) 

 

Było też tak, że Carmen albo Bekah na webinarze powiedzieli, że najpierw pytają tych, których widzą, by ich wynagrodzić za to, że się odważyli, co pozwala też wejść z nimi w głębszą interakcję. 

 

I jak, udało się dostać do korporacji?

 

Tak, po kilku miesiącach ponownie złożyłem aplikację i bez problemu poszło. 

 

Okej, coś Cię zaskoczyło podczas rozmowy, czego nie miałeś opanowanego na webinarach?

 

Niespecjalnie, ponieważ tam największym problemem było to, że rozmowa była z rekruterem z Indii, czyli ten angielski jest trochę inny niż podczas rozmowy na przykład z Carmen, która pochodzi z Anglii. Bekah jest z USA, ma inny sposób mówienia, to też dobrze obrazowało, że łatwiej było mi zrozumieć tamtą osobę i dopasować tempo swojej odpowiedzi do tego jak on (rekruter) mógł to zrozumieć. Najtrudniejsze było to, aby mówić odpowiednio do tej osoby, która zadzowniła z tych Indii. 

 

Bardzo fajnie, że o tym mówisz, bo często osoby właśnie dążą do takiej perfekcji, by mówić bezbłędnie. Mają też kompleksy związane z tym, że mają może nie taki akcent … . Staramy się to zawsze podkreślać, dlatego dzięki, że o tym mówisz. Często mamy okazję rozmawiać z osobami z różnych krajów po prostu, z różnymi akcentami i to nie jest tak, że angielski jest nam potrzebny do komunikacji tlyko z native speakerami. 

 

Trochę ponad miesiąc temu wprowadziliście taki webinar – może dla Polaków to nie jest komfortowe – o 3 w nocy, w którym ja uczestniczę od samego początku. No i ja tak  – może to trochę szalone – wstawałem …

 

Wstawałeś o 3 w nocy, żeby iść na webinar!? 

 

Tak, Bekah też była zaskoczona… (śmiech) Ale to też jest bardzo fajne, bo tam na przykład była Polka, która mieszkała w Chinach i uczyła się angielskiego, często pojawiały się też osoby z Meksyku, Kolumbii, Kostaryki, Peru, także z różnych krajów i to słychać jak mają różny akcent. Niektórzy mówili też w innym tempie, to było też fajne bo można było też trochę inaczej do tego podejść. A po tym webinarze mogłem zawsze wrócić dalej spać przed pracą, albo pójść pobiegać.

 

Wow! Tutaj niemalże statuetki Oscarów ostatnio były rozdawane przy okazji tego że dużo osób wstało na medytację o 4:30, co myślę, że to już był wyczyn, a tutaj Paweł … “a o 3:00 wstawałem sobie na webinary, było fajnie” (śmiech). Czyli tak, pierwsze zderzenie z rzeczywistością na webinarze: jakie miałeś tętno, gdy Bekah spytała, co słychać?

 

Akurat wtedy to podskoczyło … (śmiech). Natomiast później się uspokoiło, bo zrozumiałem, że to nic strasznego nie jest. 

 

Fajnie… . I jak, miałeś jakieś – znaczy, ja wiem, że miałeś, bo mówiłeś na spotkaniu swoją przygodę z webinarem – możesz się podzielić z wszystkimi.

 

Znaczy… nawet 2 miałem! Jedną u Bekah, a drugą u Carmen. To było już, jak pracowałem w korporacji jak wstawałem koło 3:30/4:00, ale to było w zeszłym roku, jak jeszcze te webinary były. Po pracy byłem dość zmęczony, webinary były też koło 21, więc miałem prawo być zmęczony. No i najpierw u Bekah zdarzyło mi się na webinarze zdrzemnąć… . Także nawet nie wiedziałem, kiedy się temat skońćzył. Było trochę dziwnie, aby potem wrócić.

 

Ale zauważyli? Miałeś włączoną kamerkę? 

 

Miałem włączoną, ja cały czas jestem na webinarach z włączoną kamerkę, więc wtedy zauważyli … – było na całym webinarze słychać … 

To samo było u Carmen, tylko u Carmen zdarzyło się to w środku webinaru, ale obudziłem się przed skończeniem webinaru. Carmen powiedziała, że widzieli, także … 

 

A nie próbowali Cię budzić?

 

A w sumie nie zapytałem wtedy o to …

 

Rozumiem, że nie oglądałeś tego webinaru? (śmiech)

 

Nie …

 

Myślę, że zrobiliśmy Paweł świetną reklamę: 1.Wejdziesz na webar, zostaniesz wywołany do odpowiedzi , 2. Śpiący goście mogą się zdarzyć na webinarach, albo są one tak nudne, że możesz zasnąć… – tutaj niby się tłumaczysz porannym wstawaniem, ale wiesz … (śmiech)

 

Ale .. można na to spojrzeć inaczej! Na dobrą sprawę nawet jeżeli jesteś zmęczony i nie dasz rady, to zawsze możesz sobie zrobić przerwę, nawet nieświadomie i nic się nie dzieje! Na wykładzie wykładowca pewnie by zapytał i … 

 

Tutaj jest jeszcze jedna dobra rzecz: jak ktoś zacznie chrapać to zawsze można mu wyłączyć mikrofon …

 

Nie wiem, czy mi wyłączali, ale …

 

Możemy odszukać i puścić! (śmiech)

 

Z Bekah wiem, że webinar odbywał się w godzinach dziennych, ale z Carmen … 

 

Mamy teraz challenge: przyłapiemy Cię następnym razem! Wszyscy będą czekać. 

 

Także było ciekawie, nikt nie pamiętał – albo pzynajmniej nie mówił – na kolejnych webinarach, więc spoko.

 

Paweł, a powiedz mi, bo z tego co pamiętam to nie jesteś ciągiem na Vagaru, prawda? 

 

Niezupełnie, ponieważ przerwę zrobiłem sobie, jak już pracowałem – powiedzmy, że po 3 miesiącach pracy. Łapało mnie już zmęczenie i nie byłem w stanie uczestniczyć, i zrobiłem sobie przerwę kilkumiesięczną. Gdy postanowiłem, że będę zmieniał pracę to stwierdziłem, że chcę wrócić na Vagaru. A, że miałem cały czas subskrybcję samoodnawialną to wystarczyło tylko wejść …

 

Kolejna świetna reklama! (śmiech) 

 

Nie mogę też powiedzieć, że podczas tego czasu w ogóle nie korzystałem, bo parę razy na miesiąc zdarzało mi się wejść.

 

Podtrzymać trochę naukę…

 

Tak. Nawet zdarzało się – bo mam już znajomych z Vagaru – że pisały do mnie, że jak wstawiałem jakiś post na FB, że dawno już mnie nie było na Vagaru i to było taką motywacją. Stwierdziłem, że dawno mnie nie było i można wejśc, sprawdzić co się dzieje. 

 

Chodzi Ci o posty na FB na grupie Vagaru?

 

Nie, u mnie na tablicy. Zdarzało się, że Bekah dawała komentarz i przy okazji pisała, że dawno mnie nie widziała, i pytała kiedy się pojawię, bądź inni znajomi. Po ponad roku aktywnośći jednak miałem już kilku znajomych – w świecie realnym, nie tylko na Vagaru. 

 

Super, nasze doświadczenie ze spotkań z osobami, które się uczą to jest właśnie jest to, że bardzo dobre efekty uzyskują osoby, które wzajemnie się motywują: jedna nie ma ochoty, to druga powie “chodź, pójdziemy na trening, do nauki” – jest inaczej, masz to poczucie społeczności, że będzie fajnie. 

 

Jeżeli chodzi o środowisko to wracając do spotkań offline, które były choćby w Krakowie, a teraz nie można ich organizować z powodu koronawirusa … na grupie Vagarowicze Kraków na FB wyszła propozycja, by spotkać się na Zoom, korzystając z Open Room (miejsce do luźnych spotkań językowych online bez lektora, dostępne dla Vagarowiczów)

 

Dla osób, które jeszcze nie są tak wtajemniczone: dążymy do tego, by w każdym mieście była osoba – ambasador Vagaru – Paweł, mogę Ci śmiało powiedzieć, że też jesteś swoistego rodzaju ambasadorem, bo bardzo się udzielasz. Pragniemy, by w każdym mieście była grupa, która jest również na social mediach, dzięki której będzie możliwość spotkań i wspólnej nauki angielskiego. No a teraz, w tej sytyacji zamiast tego jest możliwość spotkań online w Open Room.

 

Tak, to jest fajne bo możemy na każdy temat porozmawiać. W zeszłym tygodniu odbyły się 3 takie spotkania. Webinary na Vagaru są w blokach godzinnych, więc pomimo tego, że można wyjść i wejść kiedy się chce, to można brać udział maksymalnie godzinę. Z kolei tu nie obowiązuje limit czasowy. Nasze najdłuższe spotkanie trwało maksymalnie około 2h. 

 

Ale wszyscy już spali na koniec, czy został ktos jeszcze? (śmiech)

 

Część osób poszła usypiać swoje dzieci, albo zjeść kolację … – także nikt nie usypiał. Rozmawialiśmy na różne tematy, między innymi też na te tematy, które są na Vagaru. Poświęciliśmy na to jedno takie spotkanie. Jeżeli złapał jakiś inny temat, to go zmienialiśmy, przechodząc dalej. Każdy mógł się wypowiedzieć. Obecnych było od 2 do 6 osób. Ja tam też zapraszam na tą godzinę osoby spoza tej naszej krakowskiej grupy, bo głównie tą krakowską grupą się umawiamy na spotkania. Ale że to jest otwarte dla wszystkich, to jeden raz – gdy kończyliśmy już rozmowę – to wszedł Michał, jeżeli dobrze pamiętam. Chciał zobaczyć właśnie jak to wygląda. Był na Vagaru dopiero od 2 tygodni, nie korzystał z webinaru u Bekah bądź Carmen. Pomimo, że już kończyliśmy to zostaliśmy jeszcze chwilę, by z nim porozmawiać. 

 

Super! Słuchaj Paweł, czym byś jeszcze chciał się podzielić z osobami, które będą nas oglądać, słuchać? Odnośnie do nauki angielskiego, rzeczy, które sam odkryłeś i wiesz, że chciałbyś przekazać to innym… 

 

Vagaru uczy jednej ważnej rzeczy: jeżeli robisz błędy, to częściej jesteś nagradzany za Twoją chęć nauki – bo skoro robisz błędy, to czegoś nie wiesz i szukasz sposobu, by się tego nauczyć. Tutaj ludzie pomagają i nie oceniają Cię za to, że czegoś nie wiesz, tylko za to, że chcesz zdobyć tą wiedzę. To jest bardzo cenne, też w życiu, by w ten właśnie sposób podchodzić do różnych rzeczy. Możesz czegoś nie wiedzieć, ale istotne jest szukanie sposobów, by się tego nauczyć popełniając błędy. Wiadome, że jeżeli czegoś nie umiemy to będziemy popełniać błędy.

 

Tak jest! No szkoła nas uczy przeciwnej logiki, że popełnianie błędów oznacza gorszą ocenę … . Dlatego też mamy przeciwną zasadę, że chcemy mówić tylko dobrze. Coś źle powiedziane kojarzy się z niższą oceną. To jest ten filtr, który mamy i który nas blokuje – fajnie, że o tym powiedziałeś! To jest bardzo, bardzo ważne, aby popełniać błędy.  No cóż, ja myślę, że mamy to! Jak dla mnie nic dodać, nic ująć! Dzięki śliczne, że zdecydowałeś się, że mogłem Ci zadać parę pytań oraz że chciałeś podzielić się swoją historią i przemyśleniami z innymi osobami! Pozwól, że zapytam: czy korporacja, do której na początku starałeś się dostać wymagała egzaminów językowych?

 

Trzeba było przejść rozmowę po angielsku.

 

Tak, tylko mam na myśli, czy były wymagane zewnętrzne egzaminy językowe – papier potwierdzający Twoją znajomość angielskiego?

 

Nie, tu chodziło o to, by być komunikatywnym, umieć się wypowiedzieć na dany temat, jeżeli jest taka potrzeba. Papier pewnie mógłbym wyciągnąć ze studiów, ale po studiach jak się nie używa angielskiego, to człowiek zapomina, a papier nic nie odzwierciedla. 

 

Fajnie, to bardzo ciekawe. Myślę, że to też wielu osobom może otworzyć pewną furtkę. Dodam od siebie, że właśnie nauka do egzaminów – pisemnych – jest dość specyficznym tworem, jest dużo konstrukcji, których się trzeba nauczyć, wytrenować formę egzaminu. A później, tak jak w Twoim przypadku, okazuje się, że wymagana jest komunikacja, mówienie i to wymagane w środowisku międzynarodowym. Szkoda czasami tego czasu inwestować w pisanie testów i ślęczenie nad nimi po to, żeby za 5 lat okazało się, że ja nie umiem się komunikować, bo to może być strata czasu. Fajnie, że to powiedziałeś, bo inni mogą mieć drogę na skróty dzięki temu.

 

Powiedziałbym tak: jeżeli ktoś chce aplikować do korporacji i nie wie, czy są testy, to najlepiej napisać do jakiejś osoby z firmy. Jest portal o nazwie Linkedin.pl , podobny do FB, gdzie można wyszukać nazwę firmy i napisać do osób z działu HR. 

 

Myślę, że świetna wskazówka dla osób, które poszukują i się zastanawiają, co będzie im potrzebne. Dzięki śliczne, Paweł!

 

Dzięki również!

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Mów swobodnie, myśl po angielsku i odkrywaj z nami świat!