Jedzenie w USA

Frytki, hamburgery, pizza, steki, tłuszcze i fast-food. To pierwsze skojarzenia z jedzeniem w Stanach. „Co Wy tam jecie w tych Stanach?? Przecież tam same fast-foody” pytało całkiem sporo osób.

Zawsze podkreślam, że USA to kraj, w którym jest wszystko. Również skrajności. Wychodząc z siłowni wpadasz wprost do McDonald’s. W jednym sklepie kupisz zarówno produkty z możliwie najbardziej wyszukanym składem chemicznym, jak i te najczystsze, organiczne. A gdy wybierzesz się na dziki zachód, cudem będzie jeśli w promieniu kilkudziesięciu mil znajdziesz JEDEN czynny sklep. Jakikolwiek. Zdarzy się, że będzie to sklep w 100% organiczny. A zdarzy się też tak, że w jednym miasteczku w środku pustyni znajdziesz dwie restauracje. Jedna z hamburgerami, a druga z wielką, tłustą i grubą pizzą. Weganie mieliby w niektórych miejscówach solidny post…

Fakt, fast-foodów nie brakuje. Jest ich wszedzie pełno, królują również na zjazdach z autostrad, w sklepach (tzw. „malls”, czyli naszych „galeriach handlowych”). Czy da się przetrwać trzy miesiące nie jedząc ich? Pewnie, że się da. Na wschodnim wybrzeżu USA jest to nawet bardzo łatwe. Trudniej o to na zachodzie, na pustyniach, w parkach narodowych…

Menu dla dzieci tradycyjne wszędzie: pizza, mac’n’cheese (czyli… tradycyjny amerykański makaron z serem) i kurczak z frytkami. Kurczak najczęściej nafaszerowany samymi cudami współczesnych koncernów chemicznych, chyba, że chwalą się, że używają organicznych kurczaków.

Nie wiem czy wiesz, ale Stany mają o wiele mniej restrykcyjne normy jeśli chodzi o dopuszczenie produktów spożywczych na rynek. Nie dajemy się zwariować jeśli chodzi o czytanie etykiet, ale dążymy do tego, żeby jeść jak najczyściej i jak najbardziej naturalnie. Dlatego ten wpis będzie o tym, że da się zdrowo jeść, a Ameryka nie samymi fast-foodami żyje.

Świadomość wśród ludzi na temat związku ze spożywaniem jedzenia produkowanego z wszystkimi sztucznymi dodatkami i ulepszaczami smaku z chorobami i znaną wszystkim amerykańską otyłością jest coraz większa. I nawet są lekarze w klinikach, którzy swoim pacjentom przepisują nie leki, a specjalnie opracowaną dietę… i jak to w Ameryce, biznes się kręci, a więc są firmy dostarczające posiłki zgodne z zaleceniem lekarzy (czytałam o takich działaniach w Bostonie).

I obok fast-foodu pojawia się coraz więcej … slow-foodu. Stoiska z organiczną żywnością w supermarketach są ogromne. Ba! Są wielkie sieci organicznych supermarketów. Są nawet takie supermarkety, w których nie tylko możesz kupić wszystko (!), ale możesz także zjeść obiad (Whole Foods). Mało tego, mieszkaliśmy przez 1,5 miesiąca w małym miasteczku, Rhinebeck, w Upstate New York. Miasteczko liczy około 2000 mieszkańców… jest tam jeden sklep. Organiczy – Sunflower Market.

Uwielbiałam te sklepy i jakkolwiek nie lubię robić spożywczych zakupów, tam nie przeszkadzało mi to. I odkryłam, że moja niechęć wiąże się z dostępnością produktów. Wystarczyło wejść do jednego sklepu i można było kupić wszystko. A nie tak, że chlebek w jednym sklepie, kolendra świeża w drugim, a mleko kokosowe w trzecim. Znasz to? No właśnie, w Stanach zapomniałam co to znaczy.

I w tym samym sklepie (Whole Foods) można zjeść…

Jest na przykład Panera Bread, sieć restauracji serwujących zupy, która od 2016 roku oczyściła się z wszystkich sztucznych dodatków i chwali się tym, że wszystkie składniki, z których korzystają są czyste i naturalne. Smaczne zupy i duża sieć… a to oznacza, że przy niemal każdym większym zjeździe z drogi jest.

W większych miastach i miasteczkach jest od kilku do … kilkudziesięciu wegańskich restauracji i barów! Jakie to było… łatwe, żeby cokolwiek znaleźć!!! 🙂 Wystarczył Internet i znalezienie fajnej wegańskiej knajpki trwało może 5 minut. Weganami nie jesteśmy, bo jadamy mięso (1-2x w tygodniu), ale w podróży mięsa unikamy. I zwyczajnie wegańskie jedzenie smakuje nam bardzo i mało tego. Służy nam! 🙂

A były to fajne miejsca, niektórych już niestety nie pamietam! Jedno z nich to Sweet Green w Waszyngtonie (są też w Nowym Jorku)

Buddha Bowls, czyli miski buddy są baaardzo popularne w Stanach.

I był lunch wegański w raju na Islamorada na the Keys…

I lody wegańskie (obłędnie dobre i słodkie! jak lubię!) w St. Augustine na Florydzie.

I pyszne zielone smoothies w Whole Foods.

Raz zdarzyło się mi znaleźć restaurację wegańską w Sarasocie na Florydzie, która nie tylko serwowała wegańskie jedzenie, ale… surowe. A więc raw food w czystej postaci!

Na zdjęciach pizza w wersji VEGAN RAW:

I pad thai tak samo:

Do tego sok z mlecza. Było smacznie, ale bardziej kolacyjnie niż obiadowo, a Kamil twierdzi, że to była przystawka!  Były małe lokalne sklepiki z organiczną żywnościa i małą knajpką serwującą cuda z samych warzyw.

 

I w Miami świetna restauracja, w 100% organiczna… posiadająca nawet własny ogród ze świeżywami warzywami i ziołami na dachu. A wygląda jak prawdziwy amerykański fast-food restaurant. I nawet jest drive-thru, a więc opcja zamówienia z samochodu!

I pizza… nie amerykańska. Nie pseudowłoska. Ale włoska!!!!!!! W samym centrum Savannah w South Carolina, jest malutka trattoria, przypominająca w pełni te prawdziwe włoskie trattorie. Wchodząc tam dosłownie teleportujesz się do Włoch. Obsługuje Cię kelner w błyszczących butach, którzy na Twoich oczach miesza pastę w wielkim parmezanie…

Drugą, równie obłędną pizzę jedliśmy nad oceanem w Asbury Park w New Jersey.

W Ameryce możliwe jest wszystko, nawet jedzenie rosyjskie, z wszystkimi rybami, mięsami, sałatkami, przekąskami, kawiorami… nie mam zdjęć, ale z wrażenia chyba zapomniałam, żeby je robić. Nie pamiętam ile dań zjadłam na tej jednej rosyjskiej imprezie w USA, ale będąc trzy razy w Rosji nie zjadłam w sumie tylu różności.

Amerykańskie jedzenie nie istnieje bez kawy. Starbucks to najzwyklejsza kawiarnia, która wyrasta z ulicy na każdym kroku. A w Ameryce nie tylko Starbucks istnieje! Jest mnóstwo innych miejsc serwujących kawę. Na każdej stacji benzynowej znajdziesz ze 3 ekspresy przelewowe i kilkanaście pojemników z kawą. W McDonald’s kupisz kawę za dolara.

Kawa to mus, obowiązek. Gdy widzisz na filmie ludzi chodzących po Nowym Jorku z kubkiem kawy i myślisz sobie, że tak jest na filmie, mylisz się. Tak jest naprawdę. Wynika to także z samej ceny kawy. Dla Amerykanów, ona jest po prostu… tania.

U nas oczywiście tylko czarna. Americano! Cheers! 🙂

With ❤️
Aggie

Blog Wagarowicze.pl to nie tylko strona o tym, jak najlepiej nauczyć się słówek i gramatyki, i jak mówić swobodnie po angielsku, uwzględniająca najnowsze doniesienia ze świata neurobiologii, to także i przede wszystkim społeczność otwarta na poszerzanie horyzontów myślowych.

Zabieramy Cię na wagary i pokazujemy inną stronę tego, co zostało utarte. Zabieramy w podróż szlakami mniej uczęszczanymi, a jednak wartymi zachodu. Mówimy o tym, o czym nigdy nie powiedzą Ci w szkole, o tym, jak pokonać strach przed mówieniem, na czym w ogóle nauka polega, a także czym jest fajnie życie, wolne od stresu i lęku, o podróżach, wolności (także) finansowej i o tym, że nie trzeba w ogóle do szkoły chodzić, żeby coś w życiu osiągnąć.

Szalenie prawdopodobnym jest, że po tym, czego się tu dowiesz, Twoje życie nigdy nie będzie takie jak wcześniej, więc wchodzisz na własne ryzyko ;-)

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
View all comments
Wojtek
Wojtek
2 lat temu

Mmmmmmmm mega, chociaz ja osobiscie kuchnie amerukanska kojarze z tym co jem czasem w Wild West 93, burery , steki, wedgesy, uwielbiam to !

Sylwia
Sylwia
2 lat temu

Polecam sieć IN-N-Out. Menu to 3 rodzaje hamburgerow. Wołowina świeża , sałata, świeża, pomidory świeże, bułki bez dodatków ,spulchniaczy,polepszaczy. Żadnych mrożonek. Frytki z zieniakow smażone w prawdziwym oleju słonecznikowym. Istnieją od 1948 roku i ich restauracje istnieją tylko w miejscach gdzie czas dojazdu produktów możliwy jest poniżej 4 h . Gdyż nie ma mrożonek . Wystarczy sprawdzić na ich stronie.

Mów swobodnie, myśl po angielsku i odkrywaj z nami świat!